jestem Beata. nie Matka Polka, choć matka. i Polka. wiecznie poszukująca, mówią niektórzy. niechętnie, ale przyjdzie mi się zgodzić. lista słabości długa, na domiar nieciekawa: kubki, zeszyty, i ściereczki kuchenne są gdzieś na jej szczycie. są tam jeszcze i ołówki, te miękkie węglowe, i niskie, radiowe, męskie głosy, i wino z taką lekko szampańską nutą. wiem, wypas. a za Miodne z Kormorana jestem w stanie sprzedać męża (czasem wystarczy Tyskie). usilnie staram się być gdzie indziej, ale tu gdzie jestem, też jest fajnie. wiesz jednak, jak jest.

ciężko się ze mną rozmawia. podobno. ja tej opinii nie podzielam. zwyczajnie nie każdy ma chęć podnieść rękawicę. taak, tej bojowości też się kiedyś oduczę. może przyjdzie z czasem. lub z mocniejszym przeciwnikiem.

lubię język polski. i pojmować go sobie luźno. gardzę niektórymi zasadami. nie godzę się na wyśmiewanie zdań zaczętych      od „a więc” i „ale”. zupełnie nie akceptuję zasady pisania „w ogóle” tylko w tej rozłącznej formie.

uwielbiam swoje dzieci i nie znoszę swoich dzieci. na szczęście, to drugie rzadziej. i nie myślę, bym była złą matką. no przynajmniej nie przez to :)

nie jestem typem podróżnika (żałuję).

jestem prosta jak cep (nie żałuję).

nie znam się na designie. nie przeszkadza mi to jednak kochać urządzać. kreować, planować, a potem patrzeć jak większość buduje się według własnej koncepcji. rzecz dotyczy krzesła, męża, zawartości lodówki, planów na weekend. to takie newerendingstory, które szczerze uwielbiam. i tutaj o nim poopowiadam.

w życiu podejmuję dziwne decyzje. niektórych nie znoszę. żadnej nie żałuję.

jesteś tutaj więc jestem a. zdziwiona b. zachwycona.

zostań, jeśli Cię jeszcze nie odrzuciło :)

Beata

czarny dach logo bloga