ja to mam szczęście

with 3 komentarze

 

miałam ogarniać pralnię. wygląda jakby najpierw wybuchła tam bomba atomowa, a potem zamieszkało w niej stado kotów. czy w co tam się koty skupiają. zamiast tego zrobiłam wiadro kawy, choć sobie obiecałam, że jej pić tyle nie będę. chwyciłam bluzę, okulary i biografię Woodego Allena i wyszłam na dwór. ach no bym zapomniała. Młodszą też wzięłam. przytachałam dwa super wygodne krzesła, ustawiłam je w półcieniu i otworzyłam książkę. pomyślałam „raz się żyje! zaszaleję!”. Młodsza zasiadła obok mnie, nazwała mnie, całkiem standardowo „cólecką”, to nasza ulubiona zabawa. czasem się odezwie, czasem uśmiechnie, czasem skomentujemy, jak nam tu teraz przyjemnie jest. na to wstanie sobie ona i poczłapie do domu. przychodzi z miseczką truskawek. siedzimy więc tak sobie dalej, pałaszujemy pierwsze truskawy w tym roku, ja czytam, ona dotrzymuje mi towarzystwa. czasem udaje, że zabija komara, co się przy mnie kręci. to przecież mama, więc o mnie dba. wiadomo. myślę sobie „czemu nie narzeka, że się nudzi?”. a ona uparcie nie narzeka. za chwilę stwierdza tylko, że „coś chłodno”, wstaje i idzie do domu. co w nim robi, dowiaduję się za chwilę. zostaję i czytam. i wiem już, że dziś wieczorem będę oglądać któryś film Woodego. zdecydowanie mam na to ochotę. truskawki mi się kończą, wstaję i przez okno tarasowe wskakuję do salonu. mała ułożyła się słodko na podusi, okryła kocykiem i śpi. widok jak z bajki. układam się w kocią kulkę i chcę zdrzemnąć obok mojego cudu. cieplutko, rześko, miło. słyszę, jak świergoczą ptaki w lesie, słyszę, jak kukułka odlicza godziny, choć nie wiem, dla kogo to robi. słyszę muchy i myślę, czemu odgłosy ptaków są kojące, a much uciążliwe. dowiaduję się szybko. szał. moskitiery! Chopa czas pogonić, co by je zamontował. ale dopiero od sierpnia leżą w garażu, bez przesady, żeby tak gościa ponaglać, nie? wstaję więc sobie i myślę, że

JA TO MAM SZCZĘŚCIE.

wybrałam zjawiskowe miejsce do życia. spontanicznie, sporo lat temu, podczas spaceru, wskazaliśmy palcem tę ziemię, mówiąc „to tu”. mija (pff.. raptem) 8 lat i ja tu jestem. JESTEM NAPRAWDĘ. mieszkam w domu, który wymarzyłam. z dziećmi, które ukochałam, z Chopem, który.. no po prostu z Chopem ;) dokoptuję tu jeszcze kilka zwierząt, bo tego zawsze chciałam. szczerze powiedziawszy, to w wyobrażeniach na temat mojego dorosłego życia prędzej znajdziesz udomowioną sarnę czy jastrzębia, niż dziecko. no ale dobra, jak juz te dzieci są, niech będą ;) a jastrzębie widuję prawie codziennie, zawieszam na nich oko, nie wiem, czemu tak lubię ten widok. dzieci zaraziłam, bo co zobaczą jakieś ptactwo to lecą i mnie wołają. a przychodzą do nas i sikorki bogatki, i kowaliki, i sójki, zdarzy się dzięcioł czy dudek. po niebie szybują czaple, mieszkają przecież tuż tuż.

ludzie lubią zamieszczać cytaty w ładnych ramkach na swoich fejsbukowych łolach, albo tych realnych w salonie. ja kiedyś w kuchni miałam „żyj tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim. w końcu okaże się, że miałeś rację”. i, mój ulubieniec, „ludzie powinni tyle samo wysiłku wkładać w upraszczanie swojego życia, ile go dają w komplikowanie”. zacne, nie? słyszymy taki cytat, uśmiechniemy się, wpadnie jakaś refleksja.. i lecimy dalej do życia. wkurzamy się na pogodę, na pryszcza, co jak zwykle rozwalił się na nosie, na rozpieprzone buty w korytarzu, a się tyle razy prosiło, żeby je chować. wiecznie mamy za mało pieniędzy, za dużo kilogramów. odkładamy szczęście, odkładamy miłe chwile, czekamy na popołudnie, na piątek, na przeprowadzkę, na czas, kiedy dzieci będą większe. i wtedy to pożyjemy. bo dziś to jeszcze nie bardzo, jeszcze za mało, jeszcze nie tak, jeszcze trzeba to i to i to..

odwiedziłam dziś stare kąty. nasza super babeczka sąsiadka opowiada.. ten umarł, tamten ciężko choruje, jej w ciągu roku odeszła mama i brat. już nie czekają, oni już mają czas. wieczny. tylko my nie mamy. ciągle nam za mało czegoś, za wiele innego. i ciągle nie tak, jakbyśmy to sobie wyobrażali. a przecież nasz czas też się skończy.

usłyszałam ostatnio coś dla mnie zupełnie niesamowitego i zaskakującego. naukowcy zastanawiali się nad kwestią wybaczania, robiono badania i okazało się, że osoby, które mają większe tendencje do wybaczania, nieżywienia urazy, zapominania, mają silniej rozwinięte jakieś części mózgu. osoby, które żywią urazę, są pamiętliwe i nie wybaczają zbyt łatwo, mają te obszary inne. ciekawe, co? i trochę chyba niezbyt optymistyczne. bo jeśli to nasz mózg odpowiedzialny jest za to, czy komuś wybaczymy, to jakby zmniejsza się mocno nasza decyzyjność, sprawczość. myślę sobie, ile jeszcze rzeczy jest niezależnych od nas? jedni są optymistami, wszędzie widzą szansę, nie wyolbrzymiają problemów, inni WSZĘDZIE WIDZĄ PROBLEM. mam szczęście być w tej pierwszej grupie. mam umiejętności, które są dla mnie, jednymi z kluczowych w życiu, w odczuwaniu szczęścia. i bardzo chcę zaszczepić je dzieciom. to zdolność do cieszenia się chwilą, odczuwania beztroski, mimo że świat, nawet ten nasz mały, beztroski nie jest. ciekawi mnie ile w tym podejściu własnego wypracowania, a ile po prostu budowy mózgu.

zawsze umiałam stworzyć sobie nastrój, podejmowałam decyzję typu „dziś będzie miły wieczór” i sobie ten miły wieczór fundowałam. winko, kocyk, świeczuszka jakaś, ale to zimą, teraz zupełnie nie mam na nie fazy. książka, film, muzyka. nie znoszę tracić czasu. nie znoszę, gdy nie jest miło. wolny czas ma być przyjemny, skoro zdecydowałam, że to mój wolny czas. nie prasuję, nie zmywam, nie piekę (no dobra. ja nigdy nie piekę), relaksuję się. i mogę wtedy zasiąść z Chopem na kanapie i obejrzeć któryś raz serial. jak mamy loty na „Jim wie lepiej”, to pół roku gości Jim w salonie.

jestem typem, który po prostu musi być szczęśliwy. pamiętam mocno jedno zmywanie garów. wieczór, ciemno, muzyka Janusza Radka, ja i te gary. i, choć tej czynności nie znoszę, to wtedy zwyczajnie odpłynęłam. zresztą, on to akurat wiele razy zrobił mi w życiu dobrze hahaha.

i sądziłam, że to moja zasługa, że to wynik decyzji i pracy nad takim podejściem. a może mam po prostu taki fajny mózg? kto by pomyślał :)

znam ludzi, którzy mają skrajnie mało w życiu. dostali mieszkanie w prezencie, ale to mało. wybudowali piękny dom, ale to mało. zdrowe dzieci, komfort w pracy, wszystko za mało. strasznie mi ich żal. nie zbudują dobrych relacji, nie ucieszą się słońcem, nie zauważą, że kwitnie rzepak (moje krzyczą: olej! olej rośnie!). rzeczywiście, mają niewiele.

pamiętam, jak jeździłam na pustą działkę, potem na budowę. pamiętam, jak marzyłam, że to tu będę wstawać i kłaść się spać. pamiętam, jak siedzieliśmy z Chopem na paletach przed półchałupą i cieszyliśmy się z półchałupy, choć ona tak stała kilka lat. pamiętam, jak marzyłam o dziecku, które biegać będzie po domu. dziś mam wszystko. i to nie w rzeczach jest to „wszystko”. jasne, że ja też czekam. ciągle czekam, bo ciągle mam coś w planach, ciągle się coś zmienia, a ja lubię zmiany i jestem ich mocno ciekawa. wrzesień, na ten przykład, jest takim momentem prze ciekawym w tym roku. niełatwym, wiem, ale ciekawość i tak góruje. i czekam na weekend, bo to fajny czas, jak u wszystkich. i na wieczór, bo wiem, że będziemy sami. i czekam na ten taras swój wymarzony, tutaj to dopiero przebieram nogami. ale bez weekendu, bez wieczoru, bez tarasu, tutaj teraz jest BARDZO DOBRZE. i wdzięczna jestem swojemu mózgowi, że zechciał się w ten sposób ukształtować. bym to rozumiała, widziała, czuła.

i doceniała.

Follow czarny dach:

Latest posts from
  • To się nazywa Kobieta Spełniona. Szczęście to chyba świadomość tego, że Tu i Teraz jest odpowiednie, że masz wszystko o czym marzyłaś gdzieś tak ogólnie, czasem bardzo po cichutku. Zawsze wiedziałam że osiągniesz ten stan :-)

  • Piękny obrazek. Pracuję z ludźmi i ostatnio czuję się już nimi osaczona, zmęczona – na urlop planujemy pobyć trochę w jakiejś samotni, choć kilka dni. Jeziorko, książki, brak internetów, do sklepu spacerek 2 km. Tak, to jest to.

    • jak masz przesyt ludźmi to samotnia rzeczywiście w punkt będzie. ja powinnam mieć przesyt samotni, ale ni cholery tego nie odczuwam :) wszystkiego najfajniejszego z okazji urodzin! :D takiego resetu po całości :)