bajkowe życie księżniczek

with 8 komentarzy

bajki

pod naszym dachem sporo ogląda się bajek. bo ja bajki lubię. bardzo nawet. ot, taka rozrywka banalna, słodka, a w biodra nie idzie.

zawsze wkurzały mnie jednak te księżniczki – mimozy. ciapy, które potrafią wprawdzie z gracją osunąć się na ziemię, ale już, by się podnieść, potrzebują męskiego ramienia. wiele tych postaci to, w mojej ocenie, antybohaterki. piękne – tak, dobre – tak, wrażliwe – sie wie, mało jednak która brała los we własne rączki i coś z nim próbowała działać. za wątłe miała paluszki. była nawet jedna, co uwaliła się i leżała sto lat, aż pojawią się męskie usta wybawienia. noż kurcze.

a historię Smerfetki znacie? dosłownie zbierałam szczękę z podłogi, gdy jakiś czas temu moja córka oglądała odcinek, w którym Smerfetka po raz pierwszy pojawiła się w wiosce niebieskich ludków. pamiętałam, że stworzył ją Gargamel, pamiętałam, że miała czarne włosy i, zgadza się, nieco mniej uroku. kolejne jednak motywy, gdzieś mi uciekły. otóż Smerfetka w takiej postaci, nie robiła wrażenia na Smerfach. kokietowała ich, liczyła na względy, ale nie potrafiła oczarować żadnego. dopiero gdy Papa Smerf przeobraził ją w piękną blondynkę à la Monroe, pod drzwiami ustawiły się tłumy wielbicieli z trudnowstrzymalnym ślinotokiem (jak widać, nie tylko mężczyźni wolą blondynki). wiecie, co Papa wtedy powiedział? – „przedstawiam wam nową, doskonalszą Smerfetkę”. smerfastycznie, nie ma co.

na szczęście coraz więcej jest historii i bohaterek, które chce się dzieciom pokazywać. ogromnie podoba mi się, że Anny z „Krainy lodu” ostatecznie nie uratował książę na białym koniu, ba, nie uratował jej nawet mężczyzna. tę sympatyczną, choć naiwną królewnę, uratowała miłość siostry. ku zaskoczeniu ich i widzów. wcześniej młodziutka księżniczka zadarła kiecę i na własną rękę, przez śniegi i lody, szukała Elzy. trochę tylko głupio, że w balowych trzewiczkach :)

o prawo do decydowania o swoim losie walczyła Mulan. chwała jej za to, bo się dziewczyna namęczyć musiała niemiłosiernie i ryzyko podjęła ogromne. takie bohaterki chcę, by znały moje córki.

nie mam schizy o upośledzonym Kubusiu Puchatku, transTubisiu z torebką, czy zbiorowej zabawie ze wspomnianą wyżej Smerfetką, zabawnym jest dla mnie doszukiwanie się takich znaczeń, no bo naprawdę – które dziecko by na to wpadło? jednak pokazywanie dziewczynkom, że uroda jest największą wartością, że kobieta jest słaba, ale to nic, ważne, by chronił ją silny mężczyzna – to inna para pantofelków.

i wcale, ale to wcale, nie zamierzam odbierać męskości mężczyznom. silna kobieta nie przekreśla współistnienia silnego faceta. czy się mylę? ale jeśli się mylę, tym gorzej dla Ciebie – Proszę Pana, bo oznacza to, że się z charakterem kobiety pogodzić nie możesz. wycofujesz się więc, czasem niewieściejesz. ale to już nie mój cyrk, nie moje małpy.

generalnie troszkę szkoda, że bajki zwykle kończą się na ślubie. ja tam bym czasem chciała wiedzieć co dzieje się po nim. bo śmiać mi się chce, jak życiowy jest tekst naszej ulubionej kołysanki „żyła sobie raz królewna, pokochała grajka, król wyprawił im wesele i.. skończona bajka” ;)

przyglądasz się czasem bajkom? co ogląda się pod Twoim dachem?

Follow czarny dach:

Latest posts from
  • Anita Ata ;>

    „silna kobieta nie przekreśla współistnienia silnego faceta. czy się mylę?” ależ wcale! i wiesz się poprę to zawsze i wszędzie! ;) meeega buziak do Was za moc wykorzystania każdej bajki poniekąd terapeutycznie, bo w każdej da się coś znaleść, żeby nie była tylko bezmyślnym obrazem na ekranie. ja ostatnio jestem zachwycona Trollami ,
    jak byłam ze swoją klasą ( I ) (bajkoterapia była przeprowadzona w kinie i w autobusie powrotnym ;>), to oprócz popcornu z wspominały jakie to szczęście jest ważne w życiu! ; ) pozdrawiam Was ;*

    • ja po prostu uwielbiam gadać z dziewuchami o bajkach. one mnie zresztą pytają i pytają. świetna okazja do przegadania róznych tematów, tych trudnych też. no i takich „życiowych” :) ach, to szczęście. NAJWAŻNIEJSZE! :) ściskam

  • ha, kochana moja, ja z księżniczkami miałam ten problem, że doszukiwałam się jakiegoś podtekstu w tym, że prawie wszystkie księżniczki, królewny czy wróżki u Disney’a nie mają matek. Myślałam sobie, że one, półsieroty, albo sieroty, mają teraz stawać na głowach, bić głowami w mur i udowadniać, że bez matki też się da, albo że właśnie ten brak matki powoduje, że one takie silne. A okazało się, że to Disney, w sensie Mr Walt, miał problem z własną matką: obwiniał się bowiem o jej śmierć. Historia jest taka, że zaraz po tym, kiedy udało mu się zarobić większą sumę pieniędzy, a mieszkał jeszcze wtedy z rodzicami, sprezentował swoim rodzicom dom. Sprowadził ekipę z własnego studia, żeby naprawili piec. „Fachowcy” nie bardzo wiedzieli co robią, piec wylał czy wybuchł i matka zginęła. Ojciec przeżył. Disney nigdy o tym nie rozmawiał, ponieważ właśnie brał na siebie odpowiedzialność za to, co się stało. I tak, Ariel, Bella, Kopciuszek, Śnieżka, a nawet jelonek Bambi mam nie mają. To jedna z teorii, ale w sumie nie taka bez logiki. Bo inaczej, co miałoby nieść to przesłanie? A to, że kończą się ślubem? A czy Ty wiesz, że mój ukochany „Sex and the city” wcale miał się nie skończyć zejściem się Biga i Carrie? Że w duchu całego serialu, który niósł przesłanie, że kobiety bez mężczyzn też świetnie sobie dają radę, Carrie miała pozostać sama? Ale…King oparł się głosom z zewnątrz, że właśnie bajki się dobrze kończą i ta też ma się tak skończyć? A pod naszym dachem ogląda się … „Skarb Narodów”, „Narnię” i temu podobne. Ale jak Martusia była w wieku Twoich dziewczynek, to … Barbie (!!!), My little Pony, no i cała klasyka Disney’a. I powiem Ci, że zanim nie poznałam historii Disney’a ciężko mi było tłumaczyć małej, dlaczego nie ma mamuś, bo pytała o to natychmiast i przy każdej okazji… ściskam mocno :) <3

    • (i znowu komentarza nie dodało) nie miałam pojęcia o historii Disneya. straszna. moje o te mamy nie pytają, za to ZAWSZE pytają o emocje, skąd się biorą, z czego wynikają u tych postaci. bardzo lubię te nasze rozmowy przy bajkach :) są tego też inne skutki, np. wczoraj Starsza powiedziała do mnie, że mam „złe selce”. bo na nią krzyknęłam. nie ważne, że ciągiem godzinę tłukła się z siostrą :)

    • (i znowu komentarza nie dodało) nie miałam pojęcia o historii Disneya. straszna. moje o te mamy nie pytają, za to ZAWSZE pytają o emocje, skąd się biorą, z czego wynikają u tych postaci. bardzo lubię te nasze rozmowy przy bajkach :) są tego też inne skutki, np. wczoraj Starsza powiedziała do mnie, że mam „złe selce”. bo na nią krzyknęłam. nie ważne, że ciągiem godzinę tłukła się z siostrą :)

  • Anita Waldek Ossowscy

    Ale przecież bajki nie tylko o księżniczkach są! Każdy ogląda to co lubi i jeżeli zgarniemy wszystko w jedną kupę to myślę, że obraz jawi się nam raczej pluralistyczny!? W TV też oglądamy programy typu Dama i Damulka ale to nie znaczy, że cała TV zasiana jest takim bezmózgowiem.

    A wczoraj oglądałem Shreka i księżniczka w tej bajce powiem Wam szczerze to… OGR straszny ;)

    • my uwielbiamy bajki i cieszę się, że są tak różnorodne. dają okazję do wielu rozmów z dziećmi, u nas ciągle są pytania, a czemu tak, a czemu ktoś się smuci, a że nie wolno komuś tak robić. taka wartość dodana do wpatrywania się w ekran :)

    • my uwielbiamy bajki i cieszę się, że są tak różnorodne. dają okazję do wielu rozmów z dziećmi, u nas ciągle są pytania, a czemu tak, a czemu ktoś się smuci, a że nie wolno komuś tak robić. taka wartość dodana do wpatrywania się w ekran :) (no trzeba sobie to lenistwo jakoś tłumaczyć)